Japa & Co
01-461 Warszawa
ul. Bogatyńska 6/9

E-mail: jakubowski@japa.pl
kom. 601211952
kom. 697955151

Magiczny sejf

Dobrze pamiętam wszystkie ciekawsze i bardziej wymagające przedsięwzięcia, które nasza firma decydowała się realizować. Najbardziej zapadły mi w pamięć sytuacje odnoszące się bezpośrednio do twierdzenia, że jeżeli czegoś nie da się zrobić to trzeba zawołać kogoś kto nie wie, że się nie da i to zrobi.

Standardowa przeprowadzka firmy na terenie Warszawy. Zawartość starego, dwupiętrowego budynku, warsztatu i magazynu. Normalka... Jednakże oczywistą oczywistością ( bo jakże by inaczej ) na drugim piętrze czekał na nas sejf, ważący podobno około czterysta kilogramów. Metalowy kloc pamiętający chyba czasy pierwszego rozbioru Polski. Nieszczęśliwym trafem kolega, który na co dzień nosi ze sobą wagę do sejfów zostawił ją w innych spodniach. Przyznam szczerze, że w znoszeniu delikwenta nie uczestniczyłem i do tej pory nie wiem jak moi współpracownicy ( czterech mężczyzn ) zdołali go znieść. Muszę zaznaczyć, że w naszej branży taki ciężar nie jest jakimś wielkim wyzwaniem, ale chłopaki mieli z nim pewne problemy...

Cała zabawa zaczęła się podczas rozładunku, wtedy było nas już ośmiu. Ściągnięcie z samochodu, przejazd przez progi i przygotowanie rzeczonego kloca do wniesienia na pierwsze piętro. Motywowani zapewnieniami pracowniczki przeprowadzanej firmy - panowie, ten sejf wnosiło 3 panów - podjęliśmy wyzwanie. Schody w nowym budynku były dość specyficzne. Wystawały ze ściany i miały punkt oparcia tylko z jednej strony. Czterysta kilogramów ( choć już wtedy wiedzieliśmy, że ktoś pominął przynajmniej jedno zero ) plus nasza waga to nie był zbyt dobry pomysł na stopnie mające dopuszczalny ciężar około 600kg/m2. Strop, o ile dobrze pamiętam 800kg/m2. Nie raz i nie dwa wnosiliśmy podobne gabaryty w cztery osoby i nie przypominam sobie podobnych problemów. Ten przypadek był wyjątkowy. Oparliśmy sejf na schodach i zdecydowaliśmy wciągać go na palecie magazynowej. Ośmiu mężczyzn, może nie wybitnie silnych, ale z pewnością nie słabych, nie mogło nim nawet poruszyć.

Kombinowania, próby, taktyki, strategie i jeszcze więcej kombinowania nie dały żadnych efektów. Widząc nasze zmagania, jeden z naszych klientów stwierdził, że faktycznie ten sejf jest za ciężki żeby go wnosić, a strop i schody mogą nie wytrzymać ( o czym oczywiście wiele razy mówiliśmy ). Niczym zbawienie do akcji wkroczył wózek widłowy zabierając sejf i wstawiając go na jeden z naszych samochodów od razu czyniąc go lowriderem. Porażka.... Nie poradziliśmy sobie z czterystoma kilogramami. Wstyd...

Sypanie głów popiołem przerwał nam pewien pan - pracownik firmy posiadającej ten 400-kilogramowy sejf. Zaznaczam te magiczne 400! Powiedział nam, że ten SEJF wcale nie ważył czterysta kilogramów, lecz tonę, a wnosiło go nie trzech mężczyzn tylko dźwig, kiedy w budynku nie było jeszcze pełnego dachu... Kto by pomyślał :D